GKS Bełchatów - Radomiak Radom 2:1 (0:1)

34. kolejka 2 ligi sezonu 2004/2005,
11.06.2005 r., godz. 17:00

Krzysztof Pilarz
Rafał Berliński
Jano Frohlich
Artur Kościuk
(46′ Radosław Matusiak)
Jacek Popek
Dariusz Pawlusiński
Jacek Kuranty
Łukasz Garguła
Grzegorz Fonfara
(84. Michał Jurczyk)
Piotr Gierczak
Janusz Dziedzic
(74′ Dawid Wieprzowski)

Trener: Mariusz Kuras

0:1 – Daniel Barzyński 23′
1:1 – Radosław Matusiak 56′
2:1 – Radosław Matusiak 84′ (rzut karny)

Żółte kartki: Dziedzic (GKS) oraz Branfiłow, Brzyski (Radomiak)

Sędziował: Robert Setla (Zabrze)

Widzów: 4000

Grzanka
Cieciura
(76′ Drachal)
Branfiłow
Michalski
Szary
Grudzień
Kacprzak
(63′ Iwanowski)
Siciak
Rysiewski
Barzyński
(46′ Brzyski)
Lesisz

Świętowanie na dwie raty

Dwa razy bełchatowscy kibice kończyli pojedynek GKS z Radomiakiem. Wreszcie sędzia im uległ.

Atmosfera święta panowała na bełchatowskim stadionie przez cały mecz i jeszcze długo po jego zakończeniu. Miejscowi kibice zaprzyjaźnieni z fanami Radomiaka zaprosili ich na swój sektor, dzięki czemu przyjezdni mogli obejrzeć mecz mimo zakazu nałożonego na nich przez PZPN po chuligańskich wybrykach w Łodzi. Obie grupy szalikowców spisywały się tym razem bez zarzutu do ostatniej minuty spotkania.

W przedłużonym czasie gry kilkuset kibiców wbiegło na murawę, żeby podziękować swoim piłkarzom. Bełchatowianie – za awans, fani Radomiaka za wywalczenie miejsca barażowego. Już rozebrali swoich ulubieńców z koszulek, ale mecz miał trwać jeszcze trzy minuty. Dopiero apel Mariusza Kurasa, trenera gospodarzy, przywołał szalikowców do porządku. Zeszli z boiska, a działacze gospodarzy przynieśli nowe koszulki piłkarzom z magazynu. Jacek Popek musiał założyć nawet nowe spodenki. Kibice wytrzymali poza murawą ledwie minutę. Kiedy sędzia podyktował rzut wolny, fani obu drużyn znów rzucili się na boisko. Arbiter w pośpiechu odgwizdał koniec spotkania i razem ze swoimi asystentami ledwie umknął przed tłumem śpieszącym znów rozebrać piłkarzy.

Od tej pory na murawie trwała feta do późnego wieczora, mimo że ostatni przed ekstraklasą – 450 mecz GKS w II lidze – nie zachwycił. Zwłaszcza pierwsza połowa w wykonaniu gospodarzy była bardzo słaba. I nie można ich usprawiedliwić absencją kilku podstawowych graczy, bo po stronie Radomiaka też brakowało sześciu zawodników pierwszej jedenastki. W 23 minucie goście zdobyli prowadzenie, kiedy błąd Krzysztofa Pilarza wykorzystał Daniel Barzyński.

Bełchatowianie lepiej zagrali po przerwie, ale mimo zdobycia dwóch bramek razili nieskutecznością. Doskonałe sytuacje wypracowywane przez Łukasza Gargułę i Dariusza Pawlusińskiego marnowali Grzegorz Fonfara, Janusz Dziedzic i Radosław Matusiak. Gdyby wykorzystali choć te strzały, które oddawali z kilku metrów na bramkę Waldemara Grzanki, odprawiliby gości z bagażem przynajmniej pięciu goli. W końcówce meczu trener gospodarzy dał szansę debiutantom: Dawidowi Wieprzowskiemu i Michałowi Jurczykowi.

O całej rundzie wiosennej musimy jak najszybciej zapomnieć – podsumował Mariusz Kuras. – Wszystko rodziło się w bólach, byliśmy krytykowani, ale w poprzednich sezonach mieliśmy wspaniałe wiosny, a nie awansowaliśmy do ekstraklasy. Tym razem wykorzystaliśmy przewagę z rundy jesiennej i z tego jestem bardzo zadowolony – dodał.

JACEK GRABARSKI, BEŁCHATÓW 

Gazeta Wyborcza Łódź dodatek do SPORT nr 135, wydanie z dnia 13/06/2005 str. 3