GKS Bełchatów - Dyskobolia Grodzisk Wlkp. 0:1 (0:1)
finał Pucharu Ekstraklasy
10.06.2007 r., godz. 13:45
10.06.2007 r., godz. 13:45
Łukasz Sapela
Jacek Popek
(61′ Jacek Kuranty)
Rafał Grodzicki
Dariusz Pietrasiak
Marcin Komorowski
Jakub Tosik
(46′ Tomasz Wróbel)
Paweł Strąk
Tomasz Jarzębowski
(35′ Bartosz Hinc)
Rafał Boguski
Marcin Truszkowski
(46′ Dawid Nowak)
Mariusz Ujek
Trener: Orest Lenczyk
0:1 – Błażej Telichowski 43′
Żółte kartki: Komorowski, Strąk, Ujek (GKS) oraz Świerczewski (Dyskobolia)
Sędziował: Tomasz Mikulski (Lublin)
Widzów: 4500
Miejsce rozegrania: Stadion Miejski w Bełchatowie
Sebastian Przyrowski
Radek Mynar
(82′ Piotr Rocki)
Igor Kozioł
Mate Lacić
Błażej Telichowski
Radosław Majewski
Piotr Świerczewski
Michał Goliński
(72′ Marek Sokołowski)
Jarosław Lato
(90′ Amadeusz Kłodawski)
Adrian Sikora
Filip Ivanovski
(5′ Vlade Lazarevski)
Wice-Bełchatów
Piłkarze z Bełchatowa zapracowali na miano największych pechowców w Polsce. W Ekstraklasie prowadzili przez większą część sezonu, by na finiszu przegrać mistrzostwo. Pucharu Ekstraklasy też nie zdobyli.
Bełchatowski stadion jest w 2007 roku najszczęśliwszym miejscem dla Groclinu Grodzisk. Trzy tygodnie temu jego piłkarze cieszyli się na nim z Pucharu Polski, a wczoraj wywalczyli Puchar Ekstraklasy, niespodziewanie pokonując gospodarzy. Niespodziewanie, bo to BOT GKS był faworytem, zwłaszcza po pewnych zwycięstwach z Wisłą Kraków w półfinale.
Ale to goście rozpoczęli mecz z większym animuszem. Grali bardziej ofensywnie i częściej byli na połowie bełchatowian, lecz Adrian Sikora i Filip Ivanovski przegrywali pojedynki ze środkowymi obrońcami. Wicemistrzom Polski dużo trudniej przychodziło długie rozgrywanie piłki niż w meczach przeciwko Wiśle. Agresywnie grający grodziszczanie skutecznie wybijali rywali z rytmu. Dopiero indywidualna akcja Rafała Boguskiego w 10 min przyniosła pierwszą szansę na gola. Pomocnik z Bełchatowa zdecydował się na rajd ze środka boiska, ale kiedy dobiegł z piłką do pola karnego, fatalnie strzelił.
Potem na boisku działo się niewiele. Nie wiadomo, czy piłkarzy sparaliżowała stawka meczu, czy mieli już dość znacznie przedłużonego sezonu. Trochę znudzeni piłką są też bełchatowscy kibice, których przyszło tylko ok. 4,5 tys. Jednak do 80 min bardzo głośno dopingowali swoich ulubieńców. Przed meczem Jerzy Ożóg, prezes BOT GKS, wręczył ich przedstawicielowi symboliczny medal za wicemistrzostwo Polski. – Byliście naszym 12 zawodnikiem przez cały sezon, bądźcie i dziś – apelował.
Na boisku działo się niewiele, ale groźniej było pod bramką Łukasza Sapeli. Dwukrotnie Sikora składał się do uderzenia głową po wrzutkach Jarosława Laty i Błażeja Telichowskiego, ale bez efektów. Wreszcie na dwie minuty przed przerwą stało się… Piotr Świerczewski zacentrował z rzutu wolnego idealnie na głowę niepilnowanego Telichowskiego, który zdobył prowadzenie.
Gol do szatni otrząsnął gospodarzy z letargu. Dodatkowe pobudzenie zaaplikował drużynie trener Orest Lenczyk wprowadzając na boisko Dawida Nowaka i Tomasza Wróbla. Zmienili oni Jakuba Tosika i Marcina Truszkowskiego, którzy wczoraj nie błyszczeli. A Nowak już w pierwszej akcji sprawdził Sebastiana Przyrowskiego. Bramkarz gości nie dał się jednak zaskoczyć strzałem z ostrego kąta. To był sygnał do ataku. Zawodnicy z Bełchatowa nareszcie zaczęli szybciej biegać, wychodzić na pozycje i przede wszystkim grać agresywniej.
Groclin cofnął się do defensywy i potwierdził, że to jego bardzo mocna strona. Krótkie krycie rzadko pozwalało bełchatowianom dochodzić do klarownych sytuacji. Ciągle jednak próbowali i przeciwnicy czasem się gubili. To dlatego szanse miał Mariusz Ujek, ale próby strzałów przewrotką były nieudane, zaś uderzenia Nowaka i Wróbla – niecelne. Goście od czasu do czasu też groźnie kontrowali. Najlepszą okazję do podwyższenia wyniku zmarnował Sikora, który był już sam na sam z Sapelą.
Ostatnie minuty były bardzo nerwowe. Piłkarzom puściły nerwy, a sędzia Tomasz Mikulski z Lublina kompletnie nie potrafił sobie z nimi poradzić. Szkoda, że gospodarze bardziej skoncentrowali się na dyskusjach i przepychankach z rywalami i arbitrem niż na grze. W efekcie przez ostatnie dziesięć minut tylko raz zagrozili bramce Przyrowskiego. W doliczonym czasie gry po wrzutce Wróbla z rzutu wolnego przed szansą stanął Nowak, ale z kilku metrów trafił w bramkarza.
Za moment piłkarze z Grodziska cieszyli się w Bełchatowie z kolejnego trofeum. Szczególne powody do radości miał Piotr Świerczewski, który został uznany za najlepszego zawodnika meczu, za co otrzymał nagrodę w wysokości 10 tys. zł. Cała jego drużyna oprócz pucharu, który wręczyli prezes Ekstraklasy S.A. Andrzej Rusko i wiceprezes PZPN Eugeniusz Kolator, dostała premię w wysokości 240 tys. zł.
JACEK GRABARSKI, BEŁCHATÓW
Gazeta Wyborcza Łódź nr 134, wydanie z dnia 11/06/2007 SPORT, str. 16