Wisła Kraków - GKS Bełchatów 2:4 (0:3)
14. kolejka Orange Ekstraklasa, sezonu 2006/07
11.11.2006 r., godz. 18:00
11.11.2006 r., godz. 18:00
Emilian Dolha
Marcin Baszczyński
Michael Thwaite
Dariusz Dudka
Nikola Mijailović
Jakub Błaszczykowski
Radosław Sobolewski
Mauro Cantoro
(46′ Paweł Kryszałowicz)
Marek Zieńczuk
(46′ Piotr Brożek)
Paweł Brożek
Jean Paulista
0:1 – Mariusz Ujek 1′
0:2 – Radosław Matusiak 5′
0:3 – Radosław Matusiak 23′
0:4 – Tomasz Jarzębowski 51′
1:4 – Jakub Błaszczykowski 64′
2:4 – Paweł Brożek 73′
Żółte kartki: Mijailović (Wisła) oraz Lech, Popek, Wróbel, Garguła (GKS)
Czerwona kartka: Mariusz Ujek (34 min., GKS)
Sędziował: Grzegorz Gilewski (Radom)
Widzów: 9000
Piotr Lech
Grzegorz Fonfara
Edward Cecot
Dariusz Pietrasiak
Jacek Popek
(81′ Rafał Grodzicki)
Tomasz Wróbel
(90′ Piotr Klepczarek I)
Paweł Strąk
Tomasz Jarzębowski
(71′ Marcin Kowalczyk)
Mariusz Ujek
Łukasz Garguła
Radosław Matusiak
Trener: Orest Lenczyk
Koniec jazdy Białej Gwiazdy, a BOT GKS znów liderem
Trener Orest Lenczyk znów wygrywa w Krakowie! Jego piłkarze odczarowali stadion Wisły, która nie przegrała u siebie przez 73 spotkania (Trwała ponad pięć lat od meczu z KSZO Ostrowiec Świętokrzyski 16 września 2001 r. (0-1), do spotkania z GKS-em Bełchatów (2-4). W 51 min prowadzili już 4:0, a Radosław Matusiak pokazał europejską klasę – strzelił dwa gole i zaliczył asystę.
Mecz obserwowali miedzy innymi menedżerowie z Anglii. – Nie są z konkretnych klubów. Po prostu szukają zawodników – mówił Bogusław Pietrzak, były trener ŁKS, a także rezerw Wisły.
Po tym spotkaniu do ich notesów mogły trafić jedyne nazwiska bełchatowian, a przede wszystkim Matusiaka i to grubo podkreślone. 25-letni napastnik jest w znakomitej formie. Na boisku robił właściwie, co chciał. Pokazał doskonałe wyszkolenie techniczne, z łatwością przyjmował najtrudniejsze piłki i dokładnie podawał, a także wygrywał pojedynki jeden na jeden. Co jednak najważniejsze u napastnika potrafił zachować zimną krew. W 5 min dostał prostopadłe podanie od Grzegorza Fonfary i spokojnie, nie za mocno kopnął do siatki obok Emiliana Dolhy.
Wtedy jednak było już 2:0, bo bełchatowianie potrzebowali 51 sekund, by strzelić pierwszego gola. Po rzucie rożnym i niepewnej interwencji bramkarza Wisły, piłkę dośrodkował Wróbel, a pięknym szczupakiem popisał się Mariusz Ujek. To jego czwarty gol w czwartym meczu z rzędu! 29-letni napastnik nie zdawał sobie sprawy, że pół godziny później zafunduje kolegom dramaturgię…
Piłkarze Wisły po drugiej bramce stali zszokowani. Byli jak bokser, który przyjął dwa potężne ciosy na początku rundy i nie wie, co dalej robić. Kolejne uderzenie w 21 min zadał oczywiście Matusiak – z 16 m strzelił dokładnie i Dolha był bez szans. 3:0 dla BOT GKS – kibice Wisły nie dowierzali, a sympatycy BOT GKS krzyczeli „Koniec jazdy Białej Gwiazdy”.
Gospodarze nie mieli żadnego pomysłu na atakowanie, niecelnie podawali, tracili piłki w najprostszych sytuacjach. Fatalnie grali Mauro Cantoro, Marek Zieńczuk, co w przerwie zaowocowało zmianami. Jedynie Jean Paulista i Jakub Błaszczykowski stwarzali zagrożenie. Bełchatowianie największe problemy zgotowali sobie sami. W 34 min Ujek niepotrzebnie ostro sfaulował Michela Thwaite’a. Sędzia Grzegorz Gilewski pod presją kibiców i piłkarzy Wisły wyrzucił piłkarza BOT GKS z boiska.
– Dzięki mnie koledzy mieli dodatkowy interwałowy trening. Dla mnie runda już się skończyła, a na boisko wrócę dopiero za pięć miesięcy [została tylko jedna kolejka rundy jesiennej – przyp. red.] – powiedział Ujek.
To zapowiadało duże emocje, które potwierdził w 45 min Nikola Mijalović. Jeden z nielicznych piłkarzy Wisły zasługujących na wyróżnienie kopnął z 25 m, ale piłka po rękach Piotra Lecha odbiła się od poprzeczki.
– W przerwie powiedziałem piłkarzom, że jeśli przegrają, to cała Polska będzie się z nich śmiała. Ale jeżeli wygrają, to Bełchatów oszaleje – mówił trener Lenczyk.
Zawodnicy BOT GKS doskonale zdawali sobie sprawę, że czeka ich bardzo ciężkie 45 min. Nastawili się na grę z kontry i szybko dało to efekty. Matusiak najpierw ośmieszył Thwaite’a, ale strzał z ostrego kąta obronił Dolha. Po chwili napastnik BOT GKS jak z dziećmi poradził sobie z trzema obrońcami i wyłożył piłkę Tomaszowi Jarzębowskiemu, który nie mógł nie trafić do siatki.
Ostatnie pół godziny to non stop napór Wisły. W 64 min po rzucie wolnym Piotra Brożka głową uderzył Błaszczykowski, a piłka przelobowała Piotra Lecha. Później bramkarz BOT GKS spisywał się doskonale, choć dał się jeszcze pokonać Pawłowi Brożkowi. Lech bronił kolejno groźne strzały Marcina Baszczyńskiego, Mijajlovicia (z rzutu wolnego), dwukrotnie uderzenia głową Kryszałowicza (raz wyręczył go… Paulista, który stał przed linią bramkową).
– Nienawidzą już nas w Warszawie [BOT pokonał tam Legię 2:1 – przyp. red.], ale mam nadzieję, że Kraków nam wybaczy – stwierdził trener Lenczyk.
ANDRZEJ KLEMBA, KRAKÓW
Gazeta Wyborcza Łódź nr 264, wydanie z dnia 13/11/2006 SPORT, str. 18
W pomeczowej konferencji wzięli udział trener GKS Bełchatów – Orest Lenczyk oraz trener Dragomir Okuka (Wisła).
Orest Lenczyk (GKS):
– Powiedziałem w przerwie moim zawodnikom, że jeśli ten mecz przegrają, cała Polska będzie się śmiała, a jeśli wygrają, Bełchatów oszaleje. Nie wiem, co się dzieje w Bełchatowie, ale jestem przekonany, że sprawiliśmy kibicom z tego miasta sporą satysfakcję. W międzyczasie dostaliśmy po głowie za to, że udaje nam się wygrywać, punkty zdobywamy przez przypadek, nienawidzą nas w Warszawie. Kraków jest inny, to nam wybaczy. Wisła w dalszym ciągu ma swoje problemy. My sobie też narobiliśmy kłopotów, przed następnym meczem tracimy dwóch bardzo dobrych zawodników [Ujka i Gargułę wyeliminowały kartki – red.], a ewentualne zwycięstwo z Pogonią byłoby potwierdzeniem bardzo dobrej rundy. Gdy tego spotkania nie wygramy, zwycięstwo w Krakowie zejdzie na drugi, trzeci plan. Cały mecz chyba nie był ładny, lecz dramaturgia ogromna. Dlaczego się nie cieszyłem po golach? Byłoby nietaktem, gdybym na stadionie, na którym przeżyłem tyle pięknych chwil, zaczął skakać z radości.
Dragomir Okuka (Wisła):
– Długo jestem trenerem, ale po raz pierwszy przegrywam, tracąc cztery gole u siebie. Żałuję, że tak się stało. Więcej się to nie powtórzy. Trudno po takim meczu na gorąco coś powiedzieć. Bełchatów zasłużenie wygrał. Kiedy dostaje się dwa gole na początku meczu, trudno się gra. Przed przerwą próbowaliśmy coś zrobić, zaryzykować, by jeszcze sprawić sensację i doprowadzić do remisu. Nie udało się, choć były okazje. Grali ci zawodnicy, których mamy do dyspozycji. Występowali na swych nominalnych pozycjach i nie powinni tak łatwo dopuszczać przeciwnika pod naszą bramkę. Brakowało asekuracji i blokowania. Czeka nas trudna praca. Jesteśmy w trudnej sytuacji, ale trzeba się podnieść. Mamy jeszcze jeden mecz, za wszelką cenę trzeba spróbować go wygrać. Biorę winę na siebie. Szkoda nam kibiców. Dzięki nim to spotkanie do końca było emocjonujące.
Zapis za Gazetą Wyborczą Łódź
O meczu z dziennikarzem Gazety Wyborczej Łódź porozmawiali piłkarze BOT GKS-u.
Radosław Matusiak (napastnik BOT GKS):
– Dokonaliśmy czegoś wielkiego.Pokonaliśmy lidera, pokonaliśmy Wisłę, która nie przegrała u siebie od pięciu lat. Taktyka Wisły była wodą na nasz młyn. Rywale wysoko podchodzili, ale dzięki temu zostawili nam dużo miejsca w środku boiska i to wykorzystaliśmy. To był mecz dwóch drużyn, które lubią grać ofensywnie, dlatego padło sześć goli i było dużo sytuacji. Gra w osłabieniu spowodowała, że głęboko się cofnęliśmy, ale jedna z kontr przesądziła o naszym zwycięstwie. Największym błędem drużyn przyjeżdżających do Krakowa jest gra na remis. Wisły nie można się bać, bo porażka nie przynosi wstydu, a o dobrym wyniku wszyscy będą mówić. Jeśli GKS stać na mistrza jesieni, to stać też na mistrzostwo Polski. Myślę, że wielu popuka się w czoło, że taki klub może być najlepszy w kraju, ale w każdym meczu pokazujemy, że jest to realne. Chciałbym formę zachować do środy do meczu z Belgią, ale bramki obiecać nie mogę.
– Latem mogłem grać w Wiśle – dzień przed zamknięciem okna transferowego działacze chcieli przyjechać z gotowym kontraktem. Wcześniej jednak obiecałem prezesowi BOT GKS, że nigdzie nie odchodzę.
Tomasz Wróbel (pomocnik BOT GKS):
– Mówiliśmy, że jedziemy do Krakowa po zwycięstwo, choć oczywiście nie było to łatwe zadanie. Nie byliśmy zbyt pewni siebie, ale uwierzyliśmy trenerowi, który zapewniał, że Wisła jest w naszym zasięgu. Spotkanie ułożyło się dla nas znakomicie. Dwie bramki w pięć minut w Krakowie rzadko się strzela. Po zejściu Mariusza Ujka jasne było, że czeka nas wyczerpująca walka.
– Zdawaliśmy sobie sprawę, że nawet jedna bramka dla Wisły doda jej piłkarzom otuchy. Dobrze, że nie straciliśmy jej na samym początku drugiej połowy, a wręcz przeciwnie sami zdobyliśmy. Jesteśmy znów liderem, ale nie myślimy o mistrzostwie Polski ani o europejskich pucharach.
Łukasz Garguła (pomocnik BOT GKS):
– Dopóki graliśmy w jedenastu, byliśmy drużyną lepszą, co udowodniliśmy trzema bramkami. Trudno mi powiedzieć, czy czerwona kartka dla Mariusza była słuszna, bo sam leżałem na boisku. Jedno jest pewne – wcześniej był faul na mnie. Wygraliśmy w Krakowie, bo byliśmy jedną z nielicznych drużyn, która wierzyła, że można to osiągnąć. Wznieśliśmy się na wyżyny swoich umiejętności, walczyliśmy zaciekle do samego końca i na szczęście efekt jest. Już wiosną w poprzednim sezonie pokazaliśmy dobrą grę, a teraz to potwierdzamy. W Bełchatowie mamy wszystko, co potrzeba – dobrych trenerów, bogatego sponsora i zespół. Dlatego też obiecałem prezesowi klubu, że zostają do końca sezonu. Po meczu z Wisłą szkoda tylko, że dostałem żółtą kartkę, bo to moje czwarte upomnienie i nie zagram z Pogonią Szczecin.