Legia Warszawa - GKS Bełchatów 1:2 (0:0)

3. kolejka Ekstraklasy sezonu 2006/07
12.08.2006 r., godz. 19:00

Łukasz Fabiański
Mamadou Baldé
Dickson Choto
Hugo Alcântara
(36′ Tomasz Kiełbowicz)
Miroslav Radović 
Łukasz Surma
Édson
Aleksandar Vuković
Roger
(80′ Dawid Janczyk)
Michal Gottwald
(55′ Piotr Włodarczyk)
Sebastian Szałachowski

1:0 – Miroslav Radović 58′
1:1 – Tomasz Wróbel 76′
1:2 – Łukasz Garguła 90′

Żółte kartki: Kiełbowicz, Radović (Legia) oraz Lech (GKS)

Sędziował: Hubert Siejewicz (Białystok)

Widzów: 7000

Piotr Lech 
Grzegorz Fonfara
Rafał Grodzicki
(52′ Edward Cecot)
Dariusz Pietrasiak
Marcin Kowalczyk
Tomasz Wróbel
Paweł Strąk
Tomasz Jarzębowski
(80′ Bartosz Hinc)
Jacek Popek
(60′ Łukasz Garguła)
Radosław Matusiak
Mariusz Ujek

Trener: Orest Lenczyk

Mecz był meczem ligowym nr 900 w historii GKS Bełchatów. Więcej o jubileuszach klubowych TUTAJ.

Mistrz liderowi niestraszny

To był najczarniejszy dzień od kiedy jestem w Legii – mówił Dariusz Wdowczyk po tym, jak piłkarze BOT GKS Bełchatów sprawili ogromną niespodziankę i pokonali mistrza Polski.

Legia ostatni raz na własnym boisku przegrała, mimo że prowadziła, pięć lat temu – ze Śląskiem Wrocław (3:4). BOT GKS jechał do Warszawy jako pierwszy w tabeli. Teoretycznie wynik meczu lidera z mistrzem Polski powinien być trudny do odgadnięcia. Drużyna z Bełchatowa była skazywana na porażkę, bo przecież do soboty przegrała wszystkie osiem pojedynków z Legią.

Bełchatowianie mieli trochę szczęścia, choć problemy rywali nie umniejszają zwycięstwa drużyny Oresta Lenczyka. Trafili na Legię tuż po jej meczu z Szachtarem Donieck o awans do rozgrywek grupowych Ligi Mistrzów. Podopieczni Dariusza Wdoczyka byli zmęczeni. Pod koniec spotkania nie mieli już siły biegać i walczyć o zwycięstwo. Skład Legii był mocno przetrzebiony, bo kontuzje leczy kilku zawodników, a na dodatek w piątek zawieszono Eltona za jazdę samochodem po pijanemu.

BOT GKS zagrał mądrze. Goście zdawali sobie sprawę, że nie mogą pozwolić sobie na otwarta grę, dlatego nastawili się na defensywę, a w ataku mają przecież Radosława Matusiaka. Nie było to jednak taka obrona Częstochowy, jak w poprzednim sezonie, kiedy wybijali piłkę na oślep.

– Graliśmy piłką i próbowaliśmy kontrataków. To nie była rozpaczliwa obrona, tylko nasza taktyka – twierdził Łukasz Garguła, pomocnik BOT GKS. – Dopóki nie straciliśmy gola, nasza gra mogła wyglądać na wybitnie defensywną, ale z Legią tylko tak można grać.

Do przerwy mistrzowie Polski mieli kilka okazji. No, ale w bramce BOT GKS stoi Piotr Lech, który najlepsze mecze rozgrywa przeciwko Legii. Tak było wiosną poprzedniego sezonu, kiedy bronił fantastycznie, ale w doliczonym czasie dał się pokonać. W sobotę w pierwszej połowie m.in. wygrał pojedynek sam na sam z Aleksandrem Vukoviciem, obronił trudny strzał z rzutu wolnego Edsona, a także uderzenie Hugo z… dwóch metrów.

Nie ustrzegł się także błędu, który mógł drogo kosztować jego drużynę. W 37 min wybiegł poza pole karne za Miroslavem Radoviciem i sfaulował go w narożniku boiska. Sędzia Hubert Siejewicz potraktował go pobłażliwie, pokazując tylko żółtą kartkę.

BOT GKS też miał swoje szanse. Na prawej stronie bardzo dobrze współpracowali ze sobą Grzegorz Fonfara i Tomasz Wróbel, choć lepiej im szło w ataku niż w defensywnie, gdzie kilka razy oszukał ich Roger Gurreiro i Sebastian Szałachowski. Rajdy Wróbla dwukrotnie zakończyły się celnymi podaniami do Matusiaka, który jednak zmarnował dogodne sytuacje.

Jeszcze po przerwie inicjatywa należała do Legii i w końcu Radović nie dał szans Lechowi strzałem z 20 m. Po stracie bramki bełchatowianie nie mieli wyjścia i musieli zaatakować. Kiedy na boisku pojawił się Garguła, ich ataki stawały się coraz groźniejsze. Pomocnik BOT GKS potwierdził, że wraca do wysokiej formy. Dobrze współpracował z Matusiakiem, któremu nie szło strzelanie goli, więc dwa razy otworzył kolegom drogę do bramki.

Ale po kolei. Kwadrans przed końcem meczu swoją chwilę chwały miał Wróbel. Najpierw jego strzał znakomicie obronił Łukasz Fabiański, ale po kolejnym dośrodkowaniu i przedłużeniu piłki przez Matusiaka z bliska doprowadził do remisu. Później Legia miała jeszcze jedną okazję, ale znakomicie spisał się Lech. Gospodarze już pogodzili się ze stratą punktu, kiedy w doliczonym czasie stracili wszystkie trzy. Matusiak doskonale podał do Garguły, który technicznym strzałem pokonał Fabiańskiego.

– Graliśmy do końca i się opłaciło. Wiedzieliśmy, że dla Legii jest to już szóste spotkanie w krótkim czasie i rywale muszą czuć to w nogach – mówił Garguła.

Z szatni BOT GKS długo dochodziły głośne śpiewy: „Mamy lidera, GKS mamy lidera”.

ANDRZEJ KLEMBA, WARSZAWA

Gazeta Wyborcza Łódź dodatek do SPORT nr 189, wydanie z dnia 14/08/2006, str. 20

POWIEDZIELI PO MECZU

Dariusz Wdowczyk, trener Legii:

Odkąd przejąłem Legię, to mój najczarniejszy dzień. Można przegrać, ale to bolesne, że zespół traci charakter. Niby nadal chcemy wygrywać, jednak brakuje pasji. Sporo ostatnio graliśmy, ale profesjonalni piłkarze rozgrywają w sezonie bardzo dużo spotkań i muszą umieć radzić sobie ze zmęczeniem. Ostatnie przypadki, a zwłaszcza sytuacja z Eltonem, też miały jakiś wpływ na naszą postawę. Mecz z GKS był otwarty. Rywal groźnie kontrował, stwarzał okazje, my też mieliśmy kilka. Tylko nie umieliśmy ich wykorzystać. Wyraźnie brakuje nam formy. Gdyby rewanż z Szachtarem był za kilka dni, nie mielibyśmy szans. Zawodnicy mają umiejętności, ale tylko nimi nie wygra się ligi. Drużyna wygląda zupełnie inaczej niż w poprzednim sezonie. Coś z tym trzeba zrobić. 

Orest Lenczyk, trener GKS:

Nic się nie stało. Pokonaliśmy mistrza Polski, ale obie drużyny mogły i chciały wygrać. O zwycięstwie zadecydowała akcja duetu Matusiak – Garguła. W przerwie powiedziałem zawodnikom, że Legia gra słabo, a my źle. Jak się gra źle, to się pomaga przeciwnikowi. Drugą połowę zaczęliśmy bardzo skoncentrowani, jednak kontuzja Grodzickiego skomplikowała plany. I szybko straciliśmy gola. Ale potem było już tylko lepiej. Nie sądzę, by komukolwiek po tym wszystkim przewróciło się w głowie. Wciąż jesteśmy drużyną na dorobku i musimy dbać, by tego nie zaprzepaścić. 

Radosław Matusiak, napastnik GKS:

Ciągle na słowo Legia większość z nas reaguje z respektem. Właściwie że coś możemy zrobić, uwierzyliśmy dopiero po bramce dla Legii. Dopiero wtedy zaczęliśmy atakować. Nasza ostatnia akcja była bardzo dobra. Poszedłem zdecydowanie z piłką i podałem do Łukasza Garguły. Obrona Legii specjalnie nam nie przeszkadzała. 

Łukasz Garguła, pomocnik GKS:

Ten mecz wyglądał zupełnie inaczej niż ten, który mieliśmy tu okazję rozegrać na wiosnę. Wtedy głównie staraliśmy się bronić, a teraz sporo graliśmy piłką. Legia grała szósty mecz w krótkim czasie, rozumiem więc, że chłopaki mieli to w nogach. My w tym samym czasie rozegraliśmy tylko trzy mecze. Ale to nieważne. Ważne, że wygraliśmy. I chyba zasłużenie.