Korona Kielce - GKS Bełchatów 5:3 (2:1)
28. kolejka Orange Ekstraklasa, sezonu 2006/07
17.05.2007 r., godz. 17:00
17.05.2007 r., godz. 17:00
Cierzniak
Golański
(69′ Cichoń)
Kiciński
Kuś
Bednarek
Bonin
Hermes
Zganiacz
Kaczmarek
(83′ Brzyski)
Kowalczyk
(90′ Zabłocki)
Robak
1:0 – Paweł Magdoń (sam.) 1′
2:0 – Grzegorz Bonin (rzut karny) 25′
2:1 – Mariusz Ujek 37′
2:2 – Carlo Costly 55′
3:2 – Marcin Kaczmarek 60′
4:2 – Marcin Robak 64′
4:3 – Mariusz Ujek 70′
5:3 – Maciej Kowalczyk 71′
Żółte kartki: Cichoń, Kuś, Kaczmarek, Robak (Korona) oraz Lech, Costly (GKS)
Sędziował: Jacek Granat (Warszawa)
Widzów: 8481
Piotr Lech
Rafał Grodzicki
Paweł Magdoń
Jacek Popek
(25′ Tomasz Jarzębowski)
Edward Cecot
(67′ Tomasz Wróbel)
Marcin Kowalczyk
Dariusz Pietrasiak
Bartosz Hinc
(30′ Dawid Nowak)
Rafał Boguski
Mariusz Ujek
Carlo Costly
Trener: Orest Lenczyk
Lider na deskach
Metamorfoza Korony. Kielczanie rozdają karty w walce o mistrzostwo Polski. Po kapitalnym meczu wypunktowali u siebie lidera BOT GKS Bełchatów 5:3!
Niewielu spodziewało się takiego pożegnania w wykonaniu gospodarzy. W ostatnim ligowym pojedynku na własnym stadionie zamiast ślamazarnie poruszających się kielczan można było zobaczyć sunących z atakami niczym ekspresowe pociągi Marcina Kaczmarka i Macieja Kowalczyka. Właściwie każde ich dojście do piłki zwiastowało podniesienie temperatury pod bramką Piotra Lecha.
Okazało się, że mistrzowska motywacja gości to nic przy pragnącej wygranej niczym powietrza Koronie (pięć ligowych porażek z rzędu). Trudno sobie wyobrazić, by mecz mógł się lepiej zacząć dla borykającej się z takimi demonami ekipy Arkadiusza Kaliszana. Superotwarcie dla gospodarzy załatwił sam Bełchatów, a konkretnie Paweł Magdoń. Obrońca gości tak nie- szczęśliwie złożył się do zagrania Roberta Bednarka, że Piotr Lech musiał wyciągać piłkę z bramki już w 43. sekundzie!
Bez kontuzjowanego Łukasza Garguły bełchatowianie wydawali się mocno zagubieni. A cały plan rozsypał się im kompletnie po wykorzystanym przez Grzegorza Bonina karnym już w 25. minucie. – Nie pamiętam, żeby prowadzony przeze mnie zespół tak źle rozpoczął mecz – mówił potem Orest Lenczyk, trener Bełchatowa.
Ale ten doświadczony trener nie złożył broni. Zmieniał ustawienie, tak by móc posyłać do przodu coraz więcej piłkarzy. Z taktyki z jednym napastnikiem GKS przeszedł w końcu na trzech i… trójkę w obronie!
Nastawienie na wymianę ciosów dało efekt już w 55. minucie, gdy za sprawą Costlego i przy – trzeba to przyznać – pomocy kieleckiej defensywy (gościom można wytknąć przynajmniej drugie tyle błędów) cała przewaga gospodarzy wyparowała. Gdy się wydawało, że mogą być zamroczeni, zadali dwa błyskawiczne ciosy (kapitalne bramki Marcina Kaczmarka i Marcina Robaka w odstępie czterech minut!), które znów posłały na deski lidera.
– Byliśmy wreszcie zespołem. Odliczanie kolejnych porażek nie wpływało najlepiej na psychikę zawodników. Chwała im, że przy remisie nie pękli i potrafili się podnieść – ocenił Arkadiusz Kaliszan. A w ataku wychodziło im wszystko. Stąd też i piąta bramka zaledwie minutę po drugim trafieniu Ujka. – Zagraliśmy dobrze w ataku, a koszmarnie w obronie. Nieprawdopodobny wynik! Piłka to przepiękna dyscyplina, zwłaszcza dla zwycięzców – skwitował Lenczyk.
ADAM GOŁĄB
Gazeta Wyborcza Kielce nr 116, wydanie z dnia 19/05/2007 SPORT, str. 12