Ameri Tbilisi - GKS Bełchatów 2:0 (1:0), k. 2-4

I runda el. Puchar UEFA,
2.08.2007 r., godz. 16:45

FC_Ameri.svg
herb_gks_belchatow_aktualny

Zurab Kwaczachia
Giwi Didawa
Giorgi Dawitnidze
Wachtang Chwadagiani
Giorgi Elbakidze
Gizo Dżeladze
(70′ Grigol Dolidze)
Denis Dobrowolski
Dawit Bolkwadze
(102′ Micheil Kobauri)
Suliko Dawitaszwili
(76′ Rewaz Gociridze)
Dimitri Tatanaszwili
Giorgi Dekanosidze

1:0 – Dimitri Tatanaszwili 41′
2:0 – Suliko Dawitaszwili 46′

Rzuty karne:
0-1 Maciej Stolarczyk
0-1 Giorgi Dawitnidze (broni Piotr Lech)
0-2 Paweł Strąk
1-2 Wachtang Chwadagiani
1-3 Tomasz Wróbel
2-3 Dimitri Tatanaszwili
2-4 Jacek Popek
2-4 Rewaz Gociridze (obok bramki)

Żółte kartki: Dżeladze (Amer) oraz Rafał Grodzicki, Jacek Popek, Patryk Rachwał, Mariusz Ujek (GKS)

Sędziował: Igor Kistier (Kazachstan)

Widzów: 2000

1. Piotr Lech
3. Rafał Grodzicki
(104′ 28. Artur Marciniak)
6. Edward Cecot
7. Maciej Stolarczyk
4. Jacek Popek
23. Tomasz Wróbel
5. Paweł Strąk
20. Patryk Rachwał
8. Tomasz Jarzębowski
25. Mariusz Ujek
(100′ 24. Jakub Tosik)
9. Carlo Costly
(46′ 17. Dawid Nowak)

Szczęście, Lech i karne, czyli PGE GKS gra dalej w UEFA

Dopiero rzuty karne zadecydowały o awansie wicemistrza Polski do rundy wstępnej Pucharu UEFA. Przeciwnika bełchatowianie poznają w południe w Szwajcarii.

Chyba mało kto spodziewał się, że o awansie PGE GKS Bełchatów do rundy wstępnej Pucharu UEFA zadecydują dopiero rzuty karne. Ale tak słabo jak wczoraj w Tbilisi wicemistrzowie Polski nie zagrali już bardzo dawno. Na szczęście w drużynie z Bełchatowa jest Piotr Lech, a jego koledzy potrafią wykonywać rzuty karne.

Po pierwszym meczu w rundzie wstępnej, wygranym przez Bełchatów, szefowie klubu z Tbilisi byli bardzo zaskoczeni porażką swojej drużyny. Załamany prezes Ameri w drodze z Polski zasłabł. Ale przed rewanżem gospodarze byli bardzo pewni siebie. Gdy zapowiadali, że odrobią straty, chyba żaden z Polaków, którzy wybrali się do Gruzji, nie wierzył im. Tymczasem podopieczni Giergiego Czichradze byli zespołem zdecydowanie lepszym na pewno mieli większą przewagę niż PGE GKS dwa tygodnie temu.

Przed rewanżem bełchatowianie tak samo jak przeciwników obawiali się upału panującego w Tbilisi. W środę temperatura znacznie przekraczała 30 stopni Celsjusza, ale wczoraj niebo się zachmurzyło i było nieco chłodniej, choć i tak w niecce stadionu trudno było oddychać. Być może to sprawiło, że podopieczni trenera Oresta Lenczyka grali bardzo bojaźliwie i mało odważnie. Sprawiali wrażenie, jakby obawiali się szybkiej utraty sił. Przez to stracili swój największy atut, dzięki któremu odnoszą sukcesy w Polsce – umiejętność długiego utrzymywania się przy piłce. Wicemistrzowie Polski starali się to robić, jednak z miernym skutkiem.

Oczywiście można to tłumaczyć brakiem podstawowych graczy: Dariusza Pietrasiaka, Marcina Kowalczyka czy Łukasza Garguły. Ale z drugiej strony Ameri Tbilisi to nie jest nawet europejski średniak. Widać to było zresztą na trybunach, które nie zapełniły się nawet w jednej piątej. Podobno przyczyną były drogie bilety, kosztujące 20 lari, czyli ok. 40 zł.

Gospodarze zaprezentowali dużą ambicję i całkiem spore umiejętności. Atakowali bełchatowian już na ich połowie, nie pozwalając rozegrać akcji. Skutek był taki, że wybijana przez gości piłka szybko wracała na ich połowę. Trudno się jednak dziwić, bowiem osamotniony Carlo Costly nie radził sobie z agresywnymi obrońcami. Przez 20 minut koledzy Honduranina w miarę spokojnie radzili sobie z rywalami. Ale przewaga Ameri stale rosła. Pierwszym poważnym ostrzeżeniem była sytuacja z 21 min, kiedy zdobywcy Pucharu Gruzji dwukrotnie byli blisko pokonania Piotra Lecha. Najpierw desperacki wślizg Macieja Stolarczyka sprawił, że Dimitri Tatanaszliwi nie zdołał oddać strzału. Piłka trafiła pod nogi Pawła Strąka, który… potknął się na niej. Konsekwencją była kolejna okazja dla Ameri, ale tym razem Piotr Lech rzucił się pod nogi Giorgiego Dekanosidze i złapał piłkę.

Okazało się, że to niczego nie nauczyło zawodników PGE GKS, bo obraz gry nie zmienił się. Gruzini bezkarnie biegali z piłka w okolicach pola karnego i widać było, że kolejne dogodne sytuacje są tylko kwestią czasu. Piłka nożna jest jednak grą niesprawiedliwą, bo w 41 min powinno być 1:0 dla polskiego zespołu. Występujący jako lewy pomocnik Mariusz Ujek dośrodkował w pole karne, tak obrońcy Ameri minęli się z piłką, która trafiła pod nogi Costly’ego. Ten był tak zaskoczony prezentem, że nie zdołał precyzyjnie kopnąć piłki.

Zemściło się to pół minuty później, kiedy najpierw Jacek Popek pozwolił dośrodkować Suliko Davidaszlilemu, a niepilnowany Tatanszwili uderzeniem głową z bliska nie dał szans Lechowi. – W drugiej połowie będziemy groźniejsi w ataku, bo wchodzi na boisko Dawid Nowak – zapowiadał Jerzy Ożóg, prezes klubu. – W Bełchatowie w Ameri nie grał zawodnik z dziesiątką [Dekanosidze, który ma za sobą występny m.in. w niemieckim Greuther Furth – red.], który bardzo wzmocnił naszych rywali.

Nowak na pewno grał lepiej niż Costly, ale w obronie i pomocy PGE GKS niewiele się zmieniło. Już kilkadziesiąt sekund po wznowieniu gry gospodarze odrobili straty: po zagraniu piętą Dawitaszwilego Dekanosidze był sam na sam z Lechem, ale trafił piłką w poprzeczkę. Gdy piłkarze z Bełchatowa odetchnęli z ulgą, najniższy na boisku Dawitaszwili zdołał dobiec do odbitej piłki i kopnąć ją do pustej bramki.

Dopiero wtedy podopieczni trenera Lenczyka trochę się obudzili. Z daleka strzelał Tomasz Wróbel, a w 56 min ten zawodnik popisał się prostopadłym podaniem do Nowaka, który był sam na sam z bramkarzem. Ale Zurab Kwarczechia okazał się lepszy. Wkrótce bełchatowski napastnik znów był bliski szczęścia, ale po jego uderzeniu z powietrza piłka przeleciała obok słupka. Niestety, wicemistrz Polski nawet przegrywając dwiema bramkami nie był w stanie przejąć inicjatywy. Piłkarze PGE GKS nieco dłużej niż przed przerwą rozgrywali piłkę, ale pożytku z tego nie było z tego żadnego. W końcówce oba zespoły czekały już na dogrywkę. Goście z Polski za karę musieli jeszcze biegać przez pół godziny w upale.

W pierwszej części dogrywki znów lepsi byli Gruzini, a to, że nie prowadzili, to zasługa najlepszego w PGE GKS Lecha. Koledzy bełchatowskiego bramkarza ani razu poważnie nie zagrozili gospodarzom. Na szczęście potrafią wykonywać rzuty karne. Gruzińskiego bramkarza pewnie pokonali Stolarczyk, Strąk, Wróbel i Jacek Popek, zaś Lech obronił strzał Giorgiego Dawitnidze, a Rewaz Gotsiridze kopnął niecelnie. I jeszcze raz okazało się, że piłka nożna nie jest dyscypliną sprawiedliwą, bo to Ameri było bliższe awansu.

BARTŁOMIEJ DERDZIKOWSKI, TBILISI

Gazeta Wyborcza Łódź nr 180, wydanie z dnia 03/08/2007 SPORT, str. 19