GKS Bełchatów - Wisła Kraków 1:2 (0:1)
29. kolejka Orange Ekstraklasa, sezonu 2006/07
22.05.2007 r., godz. 19:00
22.05.2007 r., godz. 19:00
Piotr Lech
Marcin Kowalczyk
Edward Cecot
Dariusz Pietrasiak
Jacek Popek
(78′ Tomasz Jarzębowski)
Dawid Nowak
(55′ Tomasz Wróbel)
Łukasz Garguła
Paweł Strąk
Rafał Boguski
Carlo Costly
(78′ Marcin Truszkowski)
Mariusz Ujek
Trener: Orest Lenczyk
0:1 – Jean Paulista 7′
0:2 – Dariusz Dudka 71′
1:2 – Paweł Strąk 85′
Żółte kartki: Edward Cecot (GKS) oraz Marek Zieńczuk (Wisła)
Sędziował: Robert Małek (Zabrze)
Widzów: 7000
Mariusz Pawełek
Marcin Baszczyński
Cleber
Maciej Stolarczyk
Marek Zieńczuk
Kuba Błaszczykowski
Radosław Sobolewski
(86′ Adam Kokoszka)
Dariusz Dudka
Piotr Brożek
Jean Paulista
(70′ Paweł Brożek)
Marek Penksa
(82′ Konrad Gołoś)
Złoto dalej
Piłkarze z Bełchatowa stracili pozycję lidera ligi w przedostatniej kolejce. Szanse na mistrza Polski wciąż mają, ale teraz nie zależą już tylko od nich, ale od Legii.
Przed meczem było jasne, pod jakimi warunkami BOT GKS może cieszyć się z pierwszego w historii klubu mistrzostwa Polski: 11 wygrana z Wisłą i remis Zagłębia Lubin z Widzewem lub 11 remis z Wisłą i porażka Zagłębia.
Piłkarze Wisły nie zamierzali jednak ułatwiać tego zadania gospodarzom. Do Bełchatowa przyjechali zmazać dwie plamy. Pierwszą dość starą z rundy jesiennej, kiedy przegrali na własnym boisku z BOT GKS 2:4. A drugą bardzo świeżą – w sobotę ulegli na własnym boisku Groclinowi aż 0:4. Do autobusu wsiadali bardzo skoncentrowani. – Wyglądali jakby jechali na wojnę – mówili żegnający ich kibice.
Ogromną niespodzianką w składzie Wisły była obecność w bramce Mariusza Pawełka. W sobotę w ekstraklasie debiutował na tej pozycji junior Łukasz Jarosiński, bo obaj bramkarze narzekali na urazy (także Emilian Dolha). Pawełek po zerwaniu mięśnia dwugłowego do soboty przez kilka miesięcy w ogóle nie trenował, a w klubie mówiono, że sezon ma stracony. Awaryjnie wrócił do zajęć, a lekarze dokonywali cudów, by był gotowy do gry.
Z kolei dobrą wiadomością dla kibiców BOT GKS była obecność w podstawowym składzie Łukasza Garguły. Bez tego piłkarza w składzie wiosną bełchatowianie przegrali z Koroną Kielce i Odrą Wodzisław (Garguła wszedł po przerwie, ale losów meczu nie odwrócił).
Niestety już po 6 min powody do radości mieli goście, a pewnie także z tej bramki ucieszono się w Lubinie. Piłkarze BOT GKS próbowali zastawić pułapkę ofsajdową, ale Jean Paulista wybiegł z własnej połowy. Ani Dariusz Pietrasiak, ani Edward Cecot nie byli w stanie go dogonić i Brazylijczyk spokojnie pokonał Piotra Lecha.
Wisła czekała na kontry i była groźniejsza. Szybcy, a także dobrze wyszkoleni technicznie Paulista i Jakub Błaszczykowski siali zamęt w obronie BOT GKS. Po kwadransie gry właśnie reprezentant Polski minął dwóch obrońców, ale jego strzał odbił Lech.
Mecz robił się coraz ciekawszy, bo atakował także BOT GKS. Po podaniu Marcina Kowalczyka głową strzelał Carlo Costly, ale trafił w słupek. Goście zaczęli jednak zwalniać tempo (zwłaszcza Pawełek, który chyba zmierzał przez 80 minut grać na czas). Jedyne efekty ataków gospodarzy to rzuty rożne. Niestety dośrodkowania Garguły wybijali gracze jeszcze aktualnych wicemistrzów Polski. Kiedy zacentrował Rafał Boguski, a piłkę zgrał Ujek, Costly z woleja minimalnie przestrzelił. Honduranin mógł się zrehabilitować w 43 min, ale i tym razem uderzył głową obok słupka.
BOT GKS napierał, ale w 45 min mogło już być po meczu. Dwóch piłkarzy biegło na jednego BOT GKS. Paulista za mocno podawał jednak do Baszczyńskiego i skończyło się na strachu.
Druga połowa zaczęła się od ataków Wisły, ale najwięcej radości wzbudziła informacja z Lubina, gdzie Zagłębie przegrywało 1:2 z Widzewem. Za chwilę było już 2:2. O kolejnych bramkach dla Zagłębia spiker już nie informował.
Gospodarze zaczęli zamykać rywali w na ich połowie, ale wciąż groźniejsze były kontrataki Wisły. Okazje mieli szalejący na boisku Błaszczykowski, ale niepotrzebnie próbował mijać Lecha. Także rajd Piotra Brożka mógł się zakończyć bramką, ale podanie pomocnika Wisły przeciął Pietrasiak.
Im bliżej końca, tym więcej z gry miała Wisła, a bełchatowianie jakby opadli z sił. Najpierw były to tylko groźne strzały z rzutów wolnych Piotra Brożka i Dariusza Dudki. W końcu jednak padła bramka. Znów dużymi możliwościami błysnął Błaszczykowski, który skupił na sobie obrońców i wyłożył piłkę Dudce. Pomocnik BOT GKS dokładnie przymierzył z 16 m i było 2:0 dla Wisły.
Nadzieje gospodarzy odżyły w 85 min, kiedy Paweł Strąk potężnie strzelił sponad 20 m i Pawełek był bez szans.
ANDRZEJ KLEMBA, BEŁCHATÓW
Gazeta Wyborcza Łódź nr 119, wydanie z dnia 23/05/2007 SPORT, str. 14
W pomeczowej konferencji wzięli udział trener GKS Bełchatów – Orest Lenczyk oraz trener Kazimierz Kmiecik, który zastąpił Kazimierza Moskala (Wisła).
Orest Lenczyk (GKS):
– W dzisiejszym meczu zwyciężyły umiejętności. W wielu sytuacjach graliśmy bardzo nerwowo, a Wisła bardzo spokojnie. Odprawę zacząłem od tego, że w Wiśle nie ma słabych piłkarzy, jest to drużyna która od kilku lat uzupełnia skład dobrymi piłkarzami. Oni pokazali, że potrafią grać w piłkę, zwłaszcza gdy przeciwnik gra nerwowo i nie ma lidera. W naszym zespole było zbyt dużo zbyt prostej gry, słabo zagrali boczni pomocnicy, może nie Boguski, ale Nowak i Garguła. W ogóle nie wygrywali pojedynków 1 na 1, a Błaszczykowski pokazał jak się to robi.
– W Bełchatowie przeżyłem wiele wspaniałych chwil, wiele razy będąc w roli tego, który mówił o zwycięstwie drużyny. Przegrany mecz powoduje, że musimy zaufać innym, to znaczy czekać na wynik meczu w Warszawie. Musimy pozbierać się po tym meczu, odbyć podróż do Szczecina i poczekać, aby Pogoń nie grała lepiej niż w ostatnim meczu. – O mistrzostwo Polski się nie gra, tylko walczy do końca. Jest to dla nas smutna sytuacja, pomimo, że jako klub odnieśliśmy sukces mając szansę gry w europejskich pucharach. Ostatnie mecze są sygnałem, że klub czeka wiele pracy, również jeżeli chodzi o kadrę zespołu, aby w pucharach nie być drużyną, która wyjdzie raz na mecz i wróci. – Rok temu, podczas pierwszego meczu w Warszawie, gdy Legia przegrała z nami, powiedziałem , że nic się nie stało. Teraz okazuje się, że ciężar jest spory, tym bardziej, że oczekiwania są te same – góra tabeli, nawet mistrzostwo Polski i ładna gra. Nie wiem czy dzisiaj ładnie przegraliśmy. W szatni jest poważna atmosfera. Mecz w Szczecinie zawodnicy potraktują jako szansę na powrót do gry.
Jak trener komentuje spekulacje na temat jego związania się z Wisłą?
– Przyszły czasy, w których każda gazeta pozwala sobie naprzód na wiadomości, a później na czekanie jak zareagują ci, których to dotyczy. Nie powiem, aby mi to przeszkadzało. Ale od pewnego czasu mamy inne problemy, np. Łukasz Garguła, który ostatnio jest przygotowywany indywidualnie, bo zmaga się z problemami zdrowotnymi. Wisła nie była dzisiaj zespołem, z którym można było wygrać. W defensywie zdarzają nam się błędy, które nie są godne drużyny mającej walczyć o najwyższe cele. Kiedyś powiedziałem, że atak sobie jakoś poradzi, jeśli z tyłu nie stracimy, niestety w ostatnich meczach nam się to w ogóle nie lepi.
Trener jak zwykle krytycznie odniósł się do meczu, nawet do strzelonego gola. – Może jak obejrzę powtórkę w telewizji to zobaczę jakieś pozytywy. Pawłowi Strąkowi zeszło, bo w wielu poprzednich, lepszych sytuacjach mógł strzelić bramkę i inni zawodnicy również. Wynik jest sprawą absolutnie pierwszorzędną i on decyduje o tym, że nie można powiedzieć, aby postawa drużyny była bardzo dobra. Postawiliśmy na jakość gry, sami sobie wysoko zawiesiliśmy poprzeczkę i dlatego w tej chwili, przynajmniej ja mam niedosyt.
Kazimierz Kmiecik (Wisła):
– Dzisiejszy mecz mógł się podobać, Wisła zagrała bardzo dobrze, cała drużyna walczyła po kompromitującym meczu z Groclinem, dzisiaj pokazała, że potrafi grać w piłkę. Oddaliliśmy mistrzostwo Bełchatowowi.
Co spowodowało, że Paweł Brożek nie wyszedł w podstawowym składzie? – Na pewno słabsza forma w ostatnich meczach. Wszedł, trochę powalczył, ale to jeszcze za mało. Dlatego jest na ławce rezerwowych.
Źródło: wislakrakow.com