GKS Bełchatów - Widzew Łódź 1:0 (1:0)
2. kolejka Orange Ekstraklasa
4.08.2006 r., godz. 19:30
4.08.2006 r., godz. 19:30
Piotr Lech
Grzegorz Fonfara
Rafał Grodzicki
Dariusz Pietrasiak
Marcin Kowalczyk
Tomasz Wróbel
Paweł Strąk
Tomasz Jarzębowski
(46′ Łukasz Garguła)
Jacek Popek
(44′ Piotr Klepczarek)
Mariusz Ujek
Radosław Matusiak
(76′ Jacek Kuranty)
Trener: Orest Lenczyk
1:0 – Radosław Matusiak 11′
Żółte kartki: Lech, Grodzicki, Jarzębowski, Garguła (GKS) oraz Iwan, Sokalski (Widzew)
Sędziował: Jacek Granat (Warszawa)
Widzów: 7000
Fabiniak
Nowak
Rzeźniczak
Konieczny
(46′ Grzelczak)
Kłos
Budka
Iwan
Białek
(71′ Szeliga)
Zecević
(46′ Bębenek)
Bogunović
Sokalski
Zasłużona wygrana GKS z Widzewem
Czasu się nie oszuka. Bardziej ograna i doświadczona drużyna BOT GKS Bełchatów zasłużenie wygrała z młodymi widzewiakami. Przed nimi jeszcze wiele pracy i nauki.
Pojedynek GKS z Widzewem to pierwsze wielkie wydarzenie w województwie po awansie łódzkich klubów do Orange Ekstraklasy. Stadion w Bełchatowie zapełnił się więc niemal do ostatniego miejsca. – Zwykle na mecze akredytuje się u nas około trzydziestu dziennikarzy – mówi Michał Antczak, rzecznik prasowy BOT GKS. – Dziś jest ich ponad dziewięćdziesięciu. Niewiele mniej niż na meczu Polski z Litwą, który rozgrywany był na naszym obiekcie. W szwach pękała też trybuna VIP. Największe poruszenie wywołało pojawienie się na niej Dariusza Dziekanowskiego, asystenta szkoleniowca kadry Leo Beenhakkera.
Trener gości Michał Probierz nie zmienił zwycięskiego składu z meczu z Groclinem Grodzisk Wielkopolski. Orest Lenczyk, szkoleniowiec BOT GKS, zmuszony był za to zrezygnować z kontuzjowanego Edwarda Cecota (uraz pleców).
Początek meczu należał do gospodarzy. Pierwsze efekty ich przewagi to dwa rzuty rożne i przede wszystkim dobra okazja Radosława Matusiaka. W 5 min na strzał z dystansu zdecydował się Paweł Strąk, po drodze piłkę odbił jeszcze Mariusz Ujek i ta trafiła do Matusiaka. Napastnik BOT GKS strzelał jednak z ostrego kąta i zagrożenia nie było.
Młodzi piłkarze Widzewa wyglądali na przestraszonych. Przez pierwsze minuty nie potrafili wyjść ze swojej połowy. Ataki gospodarzy przyniosły im powodzenie już w 10 min, kiedy po dośrodkowaniu Tomasza Wróbla podanie głową przedłużył Ujek, a znakomitym wolejem popisał się Matusiak. Bartosz Fabiniak nie miał szans, bo piłka wpadła w samo okienko.
Widzew – tak jak w spotkaniu z Groclinem – stracił bramkę na początku meczu. Wtedy szybko wyrównał. Tym razem tak nie było. Łodzianie bardzo się starali, ale piłkarsko lepszy był BOT GKS. Gospodarze sprawiali też wrażenie lepszych fizycznie od piłkarzy Probierza.
Od dwudziestej minuty gra przeniosła się jednak na połowę bełchatowian. Widzew wywalczył dwa rzuty rożne, ale po żadnym z nich nie zagroził bramce Piotra Lecha. Podobnie było po rzucie wolnym wykonywanym z około osiemnastu metrów – Jarosław Białek trafił w mur.
Najlepszą okazję widzewiacy stworzyli już w doliczonym czasie gry. Po pięknym lobie z ostrego kąta Nenada Zecevicia Lech końcem palców podbił piłkę na poprzeczkę.
Po pierwszej połowie gospodarze jednak zasłużenie prowadzili. – Byli lepsi piłkarsko i fizycznie – ocenił Bartłomiej Grzelak, kontuzjowany piłkarz Widzewa. Mniej rozmowny był Dziekanowski. – Nigdy nie oceniam meczu po pierwszej połowie – stwierdził z uśmiechem.
W przerwie obaj trenerzy dokonali po jednej zmianie. W BOT GKS na boisko wszedł Łukasz Garguła, który długo leczył kontuzję. W Widzewie szansę dostał Maciej Bębenek.
Pierwszą lepszą okazję stworzyli gospodarze. Po strzale Piotra Klepczarka piłka minęła jednak bramkę. Celne było za to potężne uderzenie Strąka. Na szczęście dla gości znakomicie spisał się Fabiniak. Przewaga bełchatowian była coraz wyraźniejsza. Dłużej utrzymywali się przy piłce, wymieniali więcej dokładnych podań. W Widzewie nie było zawodnika, który przytrzymałby piłkę, uspokoił grę i przede wszystkim pociągnął zespół do ataku.
A bełchatowianie rozkręcali się z każdą minutą. Znakomicie spisywał się zwłaszcza Matusiak. Niewiele gorszy był też Tomasz Wróbel, który w 61 min przegrał jednak pojedynek sam na sam z Fabiniakiem. Dobitka Fonfary była minimalnie niecelna.
Widzew odpowiedział rzutem rożnym, po którym piłka minęła bramkę, i zbyt słabym strzałem Adriana Budki. Nie było wyjścia i Probierz zdecydował się zagrać bardziej ofensywnie. Trener łodzian wprowadził na boisko trzeciego napastnika – Piotra Grzelczaka. Widzewiacy do końca meczu grali też trójką w obronie. Dzięki tym roszadom goście osiągnęli nieznaczną przewagę. Wciąż brakowało jednak ostatniego podania.
Dobra okazja do wyrównania nadarzyła się dopiero w 86 min. Po dośrodkowaniu Roberta Kłosa, Lech wypuścił piłkę, ale Sasza Bogunović strzelił z bliska minimalnie niecelnie, po nodze obrońcy BOT GKS. Powodzeniem nie zakończyło się też uderzenie z rzutu wolnego Iwana. Piłka poszybowała nad bramką.
BARTŁOMIEJ DERDZIKOWSKI, BEŁCHATÓW
Gazeta Wyborcza Łódź nr 182, wydanie z dnia 05/08/2006 Sport, str. 16