Arka Gdynia - GKS Bełchatów 1:3 (0:1)

26. kolejka Orange Ekstraklasa, sezonu 2006/07
9.05.2007 r., godz. 19:00

Witkowski
Kowalski
Sobieraj
Jakosz
(77′ Pilch)
Sokołowski
Ława
Mazurkiewicz
(65′ Nawrocik)
Karwan
(46′ Niciński)
Wróblewski
Dziedzic
Wachowicz

0:1 – Carlo Costly 5′
0:2 – Jacek Popek 49′
1:2 – Damian Nawrocik 87′
1:3 – Łukasz Garguła 90′

Żółte kartki: Kowalski, Sokołowski II (Arka) oraz Pietrasiak, Cecot, Kowalczyk (GKS)

Sędziował: Zdzisław Bakaluk (Olsztyn)

Widzów: 5000

Piotr Lech
Rafał Grodzicki
Dariusz Pietrasiak
Paweł Magdoń
Edward Cecot
Marcin Kowalczyk
Paweł Strąk
Łukasz Garguła
Jacek Popek
(59′ Dawid Nowak)
Carlo Costly
(65′ Tomasz Jarzębowski)
Mariusz Ujek
(46′ Rafał Boguski)

Trener: Orest Lenczyk

Duży krok do tytułu

Po bardzo dobrym meczu i zwycięstwie w Gdyni piłkarze BOT GKS Bełchatów mają dwa punkty przewagi nad Zagłębiem Lubin, które tylko zremisowało w Krakowie.

Opłacało się działaczom z Bełchatowa wyłożyć więcej pieniędzy i zafundować zawodnikom podróż nad morze samolotem. Podróż do Gdyni trwała tylko godzinę i piłkarze BOT GKS byli wypoczęci. Lider ekstraklasy odniósł zasłużone zwycięstwo, choć w końcówce było nerwowo. Kiedy trzy minuty przed końcem Damian Nawrocik strzelił bramkę dla Arki, niespodziewanie zrobiło się gorąco. Gdynianie uwierzyli, że zdobędą chociaż punkt, przycisnęli, ale jednocześnie całkowicie się odsłonili. Bełchatów wyprowadził więc kontrę i rewelacyjny Łukasz Garguła rozwiał wątpliwości, kto zasłużył na wygraną w tym dobrym i stojącym na wysokim poziomie spotkaniu.

Przy pierwszej bramce dla gości fatalny błąd popełnił Grzegorz Jakosz, który nie potrafił opanować piłki i potykał się o własne nogi. Piłkę przejął Carlo Costly, który nie zmarnował sytuacji sam na sam z Norbertem Witkowskim. Trener Wojciech Stawowy eksplodował. A ponieważ nie był to jedyny błąd Jakosza, Stawowy był gotowy zdjąć go już po kwadransie. Kazał się rozgrzewać Pawłowi Weinarowi, który podchodził już nawet do linii bocznej, ale trener Arki zrezygnował ze zmiany. Jakosz przetrwał na boisku do 77. minuty, kiedy zmienił go napastnik Grzegorz Pilch.

Gol Costly’ego był pierwszą bramką w historii, jaką zespół z Bełchatowa strzelił w Gdyni. A wczoraj grał na stadionie Arki po raz szósty. Goście grali dobrze i stwarzali kolejne sytuacje. Świetną akcję przeprowadził Costly, który minął obrońców Arki jak tyczki, podał do Garguły, ale ten niepotrzebnie także próbował się kiwać. Gdyby strzelał od razu, już w 17. minucie byłoby 0:2. Dziesięć minut później Costly sam mógł już właściwie przesądzić losy meczu. Piłkę pięknie rozegrali Mariusz Ujek z Jackiem Popkiem, a Costly strzelał głową z kilku metrów. Trafił w słupek. Tuż po przerwie litości nie miał już jednak Popek, który wykorzystał precyzyjne dośrodkowanie Garguły z rzutu rożnego.

Arka też miała swoje sytuacje, które wynikały głównie z błędów rywali. Chwilę przed bramką Costly’ego podobną sytuację miał Marcin Wachowicz, który strzelił jeszcze mocniej od gracza z Hondurasu, ale prosto w Piotra Lecha. W 12 min bramkarz BOT GKS chciał podarować Arce prezent, bawił się z piłką, dopadł do niej Janusz Dziedzic, ale Lech zdołał odbić jego strzał. W drugiej połowie Arka atakowała, choć dużo więcej sytuacji mieli rywale. Po dośrodkowaniu z rzutu rożnego Radosława Wróblewskiego głową strzelał Krzysztof Sobieraj, ale obok słupka. Pod drugą bramką kolejne błędy popełniał z kolei Jakosz, m.in. dał się łatwo wyprzedzić i ograć Dawidowi Nowakowi, ale tym razem uratował go Witkowski. BOT GKS mógł wygrać wyżej, ale nieskuteczność spowodowała, że w końcówce – po golu Nawrocika – drżał o wynik. Na szczęście wspomniany Garguła przybliżył drużynę do tytułu mistrza Polski.

GRZEGORZ KUBICKI, GDYNIA

Gazeta Wyborcza Łódź nr 108, wydanie z dnia 10/05/2007 SPORT, str. 16