GKS Bełchatów - Korona Kielce 1:2 (0:1)

31. kolejka 2 ligi sezonu 2004/05
31.05.2005 r., godz. 20:00

Aleksander Ptak
Rafał Berliński
Artur Kościuk
(46′ Janusz Dziedzic)
Edward Cecot
Jacek Popek
Bartosz Hinc
Łukasz Garguła
(80′ Dariusz Pietrasiak)
Jacek Kuranty
(57′ Sergiusz Wiechowski)
Robert Górski
Piotr Gierczak
Radosław Matusiak

Trener: Mariusz Kuras

0:1 – Grzegorz Bonin 25′
1:1 – Radosław Matusiak 66′
1:2 – Dariusz Kozubek 74′

Żółte kartki: Berliński, Kościuk, Gierczak, Matusiak (GKS) oraz Mielcarz, Kaliszan, Bonin, Piątkowski, Kozubek (Korona)

Czerwona kartka: Robert Bednarek (10′, za brutalny faul, Korona)

Sędziował: Piotr Siedlecki (Szczecin)

Widzów: 5500

Mielcarz
Kaliszan
Szyndrowski
Kośmicki
Cichoń
Bonin
(90′ Piątkowski)
Bilski
Hermes
Bednarek
Piechna
(85′ Czerkas)
Grzegorzewski
(68′ Kozubek)

GKS Korona Kielce 04 05
Oprawa kibiców

Dziesięciu wystarczyło do awansu

Gra przez ponad godzinę z przewagą jednego zawodnika nie wystarczyła – na stadionie w Bełchatowie z awansu cieszyła się Korona.

Już w 10 min Robert Bednarek został ukarany czerwoną kartkę, po tym jak od tyłu zaatakował nogi Rafała Berlińskiego. Ta sytuacja zamiast tchnąć w bełchatowian siły, odebrała im motywację. Już po kwadransie po szybko wykonanym rzucie wolnym piłkę na trzydziestym metrze otrzymał Grzegorz Bonin. Oddał silny strzał w stronę bramki, ale Aleksander Ptak powinien go obronić, ale piłka skozłowała tuż przed nim i wpadła do bramki.

Dopiero w drugiej połowie bełchatowianie starali się grać szybko, a kielczanie mądrze. To dlatego po kolejnych błędach i startach piłki obrońcy musieli faulować, a Arkadiusz Bilski dostawał kolejne szanse do oddawania groźnych strzałów z rzutów wolnych. GKS jednak nie ustępował. Jego akcje były coraz szybsze i to się opłaciło. W 65 minucie najlepiej grający Bartosz Hinc wypuścił lewą stroną Roberta Górskiego, a ten dośrodkował wprost na głowę Radosława Matusiaka. Napastnik GKS z kilku metrów skierował piłkę do bramki.

Mecz nadal toczył się w szybkim tempie, ale akcje dobrze rozpoczynane przez Hinca i Górskiego kończyły się niecelnymi strzałami napastników. Korona przeprowadzała nieliczne kontry. Jednak jedna z nich, na kwadrans przed końcem meczu, zakończyła się sukcesem. Jeszcze Grzegorzowi Piechnie wbiegającemu w pole karne piłkę zdołali wybić obrońcy, ale strzał Dariusza Kozubka wpadł idealnie obok słupka.

JACEK GRABARSKI, BEŁCHATÓW

Gazeta Wyborcza Łódź nr 125, wydanie z dnia 01/06/2005 SPORT , str. 16