GKS Bełchatów - Śląsk Wrocław 4:1 (2:0)
29. kolejka 2 ligi sezonu 2002/03
17.05.2003 r., godz. 17:00
17.05.2003 r., godz. 17:00
Aleksander Ptak
Leszek Pokładowski
Grzegorz Jakosz
Jacek Popek
Jacek Kuranty
Piotr Szarpak
(68′ Jacek Berensztajn)
Łukasz Garguła
Bartosz Hinc
Robert Kolendowicz
(53′ Dariusz Pawlusiński)
Marcin Chmiest
Dariusz Patalan
(57′ Krzysztof Kukulski)
Trener: Mariusz Kuras
1:0 – Dariusz Patalan 7′
2:0 – Dariusz Patalan 28′
3:0 – Krzysztof Kukulski 64′
3:1 – Mariusz Kaniewski 81′
4:1 – Bartosz Hinc 90′
Żółta kartka: Kolendowicz (GKS)
Sędziował: Arkadiusz Starobrat (Warszawa)
Widzów: 1500
Gruszka
Naskręt
Ignasiak
Lis
Bielski
Kowalczyk
Ostrowski
Jaskólski
Szczot
Nawrot
(69′ Dorobek)
Rudnicki
Kaniewski
Śląsk zagrał w Bełchatowie w rezerwowym składzie. Przegrał właściwie bez walki i spadł już na czternaste miejsce w tabeli. Wrocławscy kibice na pół godziny przed końcem meczu opuścili trybuny: „Marian, coś ty zrobił!?” – krzyczeli pod adresem trenera Mariana Putyry.
Putyra tłumaczył, że środowy mecz z ŁKS-em jest dla Śląska ważniejszy od spotkania w Bełchatowie, i zdecydował się na rezerwowy skład, bo podstawowi zawodnicy w przypadku żółtych kartek nie zagraliby przeciwko ŁKS-owi. Na trybunie usiadło więc dziesięciu podstawowych piłkarzy Śląska, a na boisko wybiegli ich zmiennicy, a nawet zawodnicy, którzy po meczu z Arką Gdynia zostali odsunięci od pierwszej drużyny. Kibice jednak nie rozumieli kalkulacji trenera i opuścili trybuny.
Dublerzy zagrali bowiem fatalnie. Zagubieni, nieporadni, oddali punkty właściwie bez walki. Gospodarze, którzy nie przegrali 21 kolejnych meczów i wciąż walczą o baraże, wystąpili w najsilniejszym składzie – z Dariuszem Patalanem, który wyleczył już kontuzję.
Bełchatowianie od początku meczu mieli miażdżącą przewagę. Tomasz Gruszka, który powrócił na ten mecz do podstawowego składu, miał bardzo dużo pracy, bo niemal w minutowych odstępach pod bramką Śląska było groźnie. Kilka razy interweniował udanie, ale po 30 minutach GKS prowadził już 2:0. Sygnał do ataku dał kapitan gospodarzy Piotr Szarpak, ale jego mocne uderzenie obronił bramkarz Śląska. Pięć minut później po dośrodkowaniu Roberta Kolendowicza Patalan wykorzystał znakomitą sytuację i skierował piłkę do bramki.
W 23. min powinno być 2:0, ale po strzale Kolendowicza piłkę sprzed linii bramkowej wybił Andrzej Ignasiak. Po chwili Patalan ograł w polu karnym Roberta Szczota i bez najmniejszych problemów pokonał Gruszkę po raz drugi. Gospodarze jeszcze przed przerwą mogli zdobyć trzeciego gola, ale po uderzeniu Łukasza Garguły z rzutu wolnego piłka odbiła się od poprzeczki.
Po przerwie na stadionie w Bełchatowie zapachniało pogromem, bo gospodarze zdobyli kolejnego gola. Na bramkę Śląska strzelił Marcin Chmiest, ale Gruszka odbił piłkę. Dobitka Krzysztofa Kukulskiego była już skuteczna. Od tego momentu uspokojeni wysokim prowadzeniem gospodarze przestali forsować ostre tempo. Wykorzystali to piłkarze Śląska i zaczęli stwarzać groźne sytuacje pod bramką GKS. Gola udało się strzelić dopiero w samej końcówce meczu, gdy po akcji Marka Kowalczyka Mariusz Kaniewski w swym drugim występie w II lidze strzelił pierwszą bramkę.
W doliczonym czasie gry Bartosz Hinc pognębił jeszcze wrocławian, kiedy skutecznie zakończył widowiskową akcję Garguły.
Mariusz Kuras, szkoleniowiec GKS Bełchatów, po meczu powiedział: Jestem zadowolony ze zdobycia trzech punktów. Śląsk ułatwił nam zadanie, bo wystawił rezerwowy skład. Obawiałem się tego spotkania, bo trudno gra się przeciwko piłkarzom, których się nie zna, a tacy wybiegli na boisko. Cieszę się, że moi zawodnicy podeszli do meczu poważnie i stąd wysokie zwycięstwo.
Jerzy Walczyk, Bełchatów
GAZETA WYBORCZA