GKS Bełchatów - Legia Warszawa 3:1 (2:0)
18. kolejka Orange Ekstraklasa, sezonu 2006/07
18.03.2007 r., godz. 17:00
18.03.2007 r., godz. 17:00
Piotr Lech
Grzegorz Fonfara
Edward Cecot
Dariusz Pietrasiak
Marcin Kowalczyk
Tomasz Wróbel
(76′ Carlo Costly)
Paweł Strąk
Tomasz Jarzębowski
(70′ Bartosz Hinc)
Łukasz Garguła
Rafał Boguski
(90′ Bartłomiej Chwalibogowski)
Dawid Nowak
Trener: Orest Lenczyk
1:0 – Aleksander Vukoić (sam.) 31′
2:0 – Tomasz Jarzębowski 32′
2:1 – Hugo Alcantara 54′
4:0 – Rafał Boguski 61′
Żółte kartki: Pietrasiak (GKS) oraz Alcantara, Radović, Janczyk (Legia)
Sędziował: Robert Małek (Zabrze)
Widzów: 7500
Łukasz Fabiański
Maciej Iwański
(82′ Maciej Korzym)
Dawid Janczyk
Iñaki Astiz
Dickson Choto
Hugo Alcântara
(72′ Tomasz Kiełbowicz)
Edson
Miroslav Radović
Piotr Bronowicki
Łukasz Surma
Aleksandar Vuković
Roger
Trener: Dariusz Wdowczyk
Zagrali (z) głową
To było widowisko z prawdziwego zdarzenia – BOT GKS pokonał w meczu na szczycie Legię i wyprzedza ją już o 11 punktów. Wszystkie bramki padły po strzałach głową.
Trener Orest Lenczyk wystawił tych samych piłkarzy, którzy tydzień temu z łatwością rozbili Widzew 3:0. Tylko na trybunie zasiadł Mariusz Ujek, który jednak nie wrócił do zdrowia po urazie. Szkoleniowiec gości Dariusz Wdowczyk, dla którego miał to być mecz o uratowanie posady, zdecydował się aż na siedmiu obcokrajowców, a kolejnych dwóch usiadło na ławce rezerwowych. Obrona mistrzów Polski składała się z Brazylijczyka, Senegalczyka i dwóch graczy z Zimbabwe.
Przed meczem obie drużyny znały już wyniki swoich najgroźniejszych konkurentów w walce o mistrzostwo Polski. Punkty straciły Wisła Kraków, ŁKS (dwa) i Korona Kielce (trzy). W przypadku zwycięstwa gospodarze mieliby nadal trzy punkty przewagi nad Zagłębiem Lubin, ale już sześć nad kielczanami, osiem nad ŁKS, dziewięć nad wiślakami, wreszcie jedenaście nad mistrzami Polski.
Legia także zdawała sobie sprawę z rangi spotkania. Od początku grali ambitnie, biegał nawet Aleksandar Vuković. Ale już w 2 min szanse miał BOT GKS – z rzutu wolnego dośrodkował Łukasz Garguła, a bliski pokonania własnego bramkarza był Piotr Włodarczyk. Po chwili po podaniu ekslegionisty – Tomasza Jarzębowskiego w sytuacji sam na sam był Dawid Nowak, ale doskonale spisał się Łukasz Fabiański. Goście odpowiedzieli jedynie bardzo niecelnym strzałem Edsona. Z upływem czasu mistrzowie Polski coraz częściej przebywali na połowie BOT GKS. Pressing już od wysokości pola karnego utrudniał gospodarzom rozgrywanie piłki. Na szczęście nieźle spisywali się obrońcy lidera i łapali rywali na spalonych.
Ataki Legii, głównie przeprowadzane lewą stroną, gdzie współpracowali ze sobą Brazylijczycy Edson i Roger, były coraz groźniejsze. BOT GKS nie mógł złapać swojego rytmu, raził błędami i łatwo tracił piłkę.
Próbkę swoich umiejętności dał Miroslav Radović, który zwiódł w polu karnym Edwarda Cecota, podał wzdłuż bramki, ale Włodarczyka ubiegł Marcin Kowalczyk. W 27 min gospodarze mieli bardzo dużo szczęścia. Roger doskonale zagrał do Radovicia, który miał przed sobą tylko Piotra Lecha. Kopnął obok bramkarza, ale także obok bramki.
Legia była lepsza przez pół godziny, ale w jednej chwili wszystko się odwróciło. Taka jest właśnie piłka nożna, a klasowy zespół poznaje się właśnie po tym, jak radzi sobie w trudnych momentach. Niewykorzystana sytuacja przez Legię zemściła się błyskawicznie i to dwukrotnie. Najpierw po dośrodkowaniu z rzutu wolnego Garguły piłkę musnął Nowak i było 1:0. Druga bramka była godna największych stadionów świata. Podawał Marcin Kowalczyk, a piłkę silnym strzałem głową z 12 m (!) w bramce umieścił Jarzębowski. Piłkarze Lenczyka złapali wiatr w żagle. Dwie kolejne bramki mógł zdobyć Jarzębowski – najpierw nie trafił w piłkę, później kopnął nad bramką. A strzał Pawła Strąka z trudem odbił Fabiański.
Po przerwie trener Wdowczyk zdjął obrońcę, a wpuścił drugiego napastnika. Mimo to znów lepsze okazje miał lider. Świetnie rozgrywał Garguła, po jego akcji z Boguskim znów przed szansą stanął Jarzębowski. Tym razem piłka minęła słupek.
Legia szukała swojej szansy w stałych fragmentach gry. I w końcu znalazła. Lech co prawda obronił strzał Edsona z rzutu wolnego, ale po dośrodkowaniu z rzutu rożnego Brazylijczyka, Hugo zdobył kontaktową bramkę. To pierwszy gol stracony przez BOT GKS wiosną i pierwszy zdobyty przez Legię.
Nadzieje gości na korzystny wynik rozwiał Boguski. Po akcji Garguła – Nowak i dośrodkowaniu tego drugiego Boguski (173 cm wzrostu) wyskoczył wyżej od pilnującego go Hugo (190 cm) i głową trafił do siatki. Już w 68 przez bełchatowski stadion przeszła „meksykańska fala” triumfujących kibiców BOT GKS.
Aktualni mistrzowie Polski próbowali odrabiać straty, ale wciąż groźniejsze akcje konstruowali być może ich następcy. Legia mogła wrócić go gry dzięki Dawidowi Janczykowi. Młody napastnik przeprowadził rajd, położył Cecota i Bartosza Hinca, ale fantastycznie obronił Lech. W odpowiedzi mocny strzał Garguły z trudem odbił Fabiański.
Gospodarze pokazali, że są najpoważniejszym kandydatem do mistrzostwa Polski. Wczoraj potwierdzili swoje aspiracje w najlepszy z możliwych sposobów – nie pozostawili złudzeń aktualnym mistrzom Polski.
ANDRZEJ KLEMBA, BEŁCHATÓW
Gazeta Wyborcza Łódź nr 66, wydanie z dnia 19/03/2007 SPORT, str. 18
Rozmowa z Tomaszem Jarzębowskim
Andrzej Klemba: Przez pół godziny to Legia przeważała, ale potem bardzo szybko strzeliście dwa gole.
Tomasz Jarzębowski: Początek w naszym wykonaniu nie był najlepszy. Legia trochę nas zaskoczyła, bo wystawiła w środku pola trzech pomocników. Chyba pierwszy raz widziałem, jak gra z jednym napastnikiem. Potem jednak zdobyliśmy dwie bramki i można było wtedy pomyśleć, że jest już po meczu, ale było inaczej. Legia zdobył kontaktowa bramkę z rzutu rożnego i mogło być nerwowo. Niepotrzebnie daliśmy się zepchnąć do obrony. Na szczęście trzeci gol trochę nas uspokoił.
Zwolnienie Wdowczyka, który nie chciał Pana w Legii będzie satysfakcją?
– Satysfakcją może nie, ale po tym, co dziś zaprezentowała Legia, jestem przekonany, że kilku graczy nie powinno być w tej drużynie. Jeśli trener Wdowczyk, zostanie zwolniony, to przyczyni się do tego całą drużyna, a nie tylko ja. Szkoleniowiec Legii powiedział szczerze, że nie widzi dla mnie miejsca w jego drużynie. Cieszę się, że w BOT GKS pomogli mi stanąć na nogi. Pokazałem Wdowczykowi, a także zarządowi, że za szybko ze mnie zrezygnowali i cały czas mam zamiar to udowadniać. Chcę zdobyć mistrzostwo Polski dla tego klubu, a potem zobaczymy, co będzie dalej.
Trener Orest Lenczyk trochę narzekał na zmarnowane przez Pana sytuacje…
– To prawda, mogłem strzelić jeszcze dwa gole. Za pierwszym razem trafiłem ochraniaczem, za bardzo się też odchyliłem i piłka poleciała nad bramką. Druga sytuacja była trudniejsza, ale strzeliłem dobrze, tyle że minimalnie niecelnie. Cieszę się jednak, że chociaż raz trafiłem,bo inaczej byłbym na siebie bardzo zły. Muszę jednak przyznać, że z trudem przyszła mi radość z gola. W końcu Legia to klub, w którym się wychowałem.
W kolejnym meczu trener Lenczyk zdejmuje Pana około 70. minuty.
– Nie wiem dlaczego tak robi, ale wychodzi na to, że żadnego spotkania nie rozegram w pełnym wymiarze. Mam siły na 90 minut, ale jak pokazują nasze wyniki, decyzje trenera są trafne.
ROZMAWIAŁ ANDRZEJ KLEMBA