Dyskobolia Grodzisk Wlkp. - GKS Bełchatów 1:1 (1:0)

9. kolejka Orange Ekstraklasa, sezonu 2006/07
16.09.2006 r., godz. 18:00

Przyrowski
Lazarevski
Lacić
Tupalski
Telichowski
Piechniak
Świerczewski
Jodłowiec
Lato
(89′ Nowacki)
Rocki
(58′ Zahorski)
Kaźmierowski
(52′ Sikora)

1:0 – Dariusz Pietrasiak 1′ (sam.)
1:1 – Marcin Truszkowski 85′

Żółte kartki: Lacić, Tupalski, Świerczewski (Dyskobolia) oraz Matusiak (GKS)

Sędziował: Marcin Szulc (Warszawa)

Widzów: 2800

Piotr Lech
Grzegorz Fonfara
Dariusz Pietrasiak
Rafała Grodzicki
Jacek Popek
(89′ Marcin Kowalczyk)
Tomasz Wróbel
Bartosz Hinc
(69′ Marcin Truszkowski)
Paweł Strąk
Tomasz Jarzębowski
(69′ Piotr Klepczarek)
Łukasz Garguła
Radosław Matusiak

Trener: Orest Lenczyk

Rezerwowi BOT GKS Bełchatów uratowali punkt w Grodzisku

Akcja Piotra Klepczarka z Marcinem Truszkowskim uchronił BOT GKS Bełchatów od porażki z Groclinem. Obaj piłkarze razem pojawili się na boisku w drugiej połowie.

Piłkarzom Wernera Liczki nie udało się utrzymać prowadzenia, które już w 37. sekundzie meczu dał im samobójczy strzał obrońcy Dariusza Pietrasiaka.

Gol, który padł w ogromnym zamieszaniu, pozwolił jednak na całkiem niezłą grę niemal do końca pierwszej połowy. Grodziszczanie byli szybsi od przeciwników i bardziej waleczni. Dzięki temu stwarzali okazje bramkowe.

Po jednym z przejęć piłki Piotr Świerczewski rozpoczął kontratak, zagrał do Piotra Rockiego, który dostrzegł Szymona Kaźmierowskiego. Młody napastnik, zamiast do siatki, trafił w nogę obrońcy. – Gdyby padł gol, pewnie nie dalibyśmy wydrzeć sobie prowadzenia – stwierdził Rocki. To jednak teza trudna do udowodnienia, zwłaszcza, że gracze lidera mieli w drugiej połowie ogromną przewagę.

Czasami aż żal było patrzeć na bezradnych gospodarzy, których stać było tylko na bezmyślne wybijanie piłki z nadzieją, że któryś z napastników zdoła ją przejąć. Skoro nie wychodziło, to trzeba było zdjąć napastników. Z takiego założenia wyszedł trener Liczka i wymienił obu graczy z pierwszej linii. Specjalnie gry Grodziska to nie zmieniło, bo tak naprawdę problemem drużyny była przegrana walka w środku pola. Pomocnicy, którzy dobrze radzili sobie przed przerwą, w drugiej części wyglądali na zagubionych. Szczególnie w sytuacjach, gdy zawodnicy BOT GKS prowadzeni przez reprezentantów kraju Łukasza Gargułę i Radosława Matusiaka przeprowadzali kolejne szarże. Napór Bełchatowa był ogromny i stawało się jasne, że obrona Grodziska tego nie wytrzyma. Liczka tego jednak nie dostrzegał i zmiany w drugiej linii dokonał dopiero… po stracie bramki.

Sebastian Przyrowski, który wcześniej wygrał wiele pojedynków z piłkarzami GKS, miał małe szanse, by zatrzymać silny i precyzyjny strzał rezerwowego Truszkowskiego. Przy golu asystę zaliczył Klepczarek.

W doliczonym czasie gry grodziszczanie mieli szansę, by zdobyć zwycięską bramkę. Adrian Sikora sprytnie przerzucił piłkę nad Piotrem Lechem, ale bramkarz GKS zdołał obronić. Okupił to jednak kontuzją stawu skokowego. – Gdyby do końca było 10-20 min, to nie byłoby sensu, żebym został na boisku, bo właściwie nie mogę się ruszać – przyznał po meczu.

Ewentualna wygrana byłaby absolutnie niezasłużona. Bo jeśli któraś z drużyn zapracowała sobie na komplet, to był to lider z Bełchatowa. – Nie zagraliśmy dziś tak, jak tydzień temu Lech, który przyjechał do Grodziska i myślał, że będzie szybko, łatwo i przyjemnie. Nastawiliśmy się na zdobycie trzech punktów i chyba nawet ten gol z początku nam pomógł. Bo sprężyliśmy się i Grodzisk właściwie przestał istnieć – ocenił Lech.

PELE, GRODZISK WIELKOPOLSKI

Gazeta Wyborcza Łódź nr 218, wydanie z dnia 18/09/2006 SPORT, str. 19

Powiedzieli po meczu

OREST LENCZYK , trener GKS Bełchatów

Mimo pięknej bramki Truszkowskiego nie powiem, by nam fortuna sprzyjała, bo sytuacji było sporo. I nie wiem, czy to chodzi o fortunę, czy o Przyrowskiego. Nie chcę powiedzieć, że był bohaterem, ale potrafił być tam, gdzie należało, albo w odpowiednim momencie nogę wystawić. Z pewnością mecz był dla kibiców momentami dramatyczny, ale również i fajny, bo były strzały, interwencje i sytuacje.

Nie przypominam sobie meczu, w którym od pierwszej minuty przegrywałem. To tak jak bokser, który nie podnosząc rękawic, od razu został wyliczony i myślał, że to światło zgasło na ringu. Natomiast cieszę się, że państwo mówicie, że ten BOT GKS gra tak, że można popatrzeć i nawet w pewnych momentach uznać, że gra dobrze, ale nie zagwarantuję, że tak będzie zawsze. My nie jesteśmy Chelsea.

RADOSŁAW MATUSIAK, kapitan GKS

Mieliśmy tak przygniatającą przewagę w drugiej połowie, że szkoda tych dwóch punktów. Bardzo przypadkowa bramka na 1:0, wynikająca z naszej dekoncentracji i rozprężenia, dała Groclinowi remis. Byliśmy kilka razy lepsi. Jesteśmy bardzo dobrze przygotowani szybkościowo i wydolnościowo, a przede wszystkim gramy w piłkę. Pokazaliśmy, że zasłużenie zajmujemy pierwsze miejsc, a jeśli ktoś twierdzi, że jesteśmy liderem przypadkowym, to mija się z prawdą. Bardzo nas cieszy dziś gra, mniej wynik, ale nasz styl dobrze rokuje na przyszłość. Nie dmuchamy balonu, nie mówimy, że naszym celem są puchary. Chcemy wygrywać i zobaczymy, może na koniec sezonu będziemy wysoko w tabeli.

WERNER LICZKA, trener Groclinu

Było widać to, że Bełchatów jest pierwszy, a my gdzieś tam w środku, bo rywal był lepszym zespołem. Bramka powinna nas zmotywować, dać więcej zaufania, a tu było odwrotnie. Szkoda, że straciliśmy zwycięstwo pięć minut przed końcem meczu, ale naprawdę przeciwnik był lepszy. Zrobiłem takie zmiany, bo napastnicy grali źle, zwłaszcza Kaźmierowski. Liczyłem, że wejdzie Sikora i pokaże trochę szybkości, którą imponuje. Straciliśmy bramkę, bo u nas chciało grać w piłkę dwóch-trzech zawodników, a w Bełchatowie – jedenastu. To nie problem środkowych pomocników, ale problem był na bokach – w grze Laty, ale przede wszystkim Piechniaka.

ADRIAN SIKORA, napastnik Groclinu

Była szansa na zwycięstwo, czujemy duży niedosyt. Zabrakło pięciu minut. Nie wiem, co się stało, że Bełchatów miał w drugiej połowie taką przewagę. Mieliśmy sytuacje w pierwszej części, graliśmy wtedy piłką, dobrze nam to wychodziło. Gdybyśmy wykorzystali choć jedną okazję, byłoby 2:0 i chyba po meczu.